Po tym, gdy prezes miejskiej spółki KZB Legionowo Irena Bogucka nie pojawiła się na nadzwyczajnej sesja Rady Miasta Legionowo i przedstawiła zwolnienie lekarskie, pojawiły się wobec niej zarzuty i wylała się fala hejtu. Dołączył się do nich nawet z-ca prezydenta Piotr Zadrożny, który pod publiczkę rzucił, że - może pani prezes się nie obrazi, jeśli powiem, że prezesem (tylko) się bywa. Mówiono, że nie chce ona odpowiadać na trudne pytania dotyczące podpisania przez nią umowy z firmą MS-EKO na dzierżawę działki przy ul. Sikorskiego, gdzie mała powstać stacja przeładunku odpadów
Warto wyjaśnić jaka była jej rola w tej sprawie. Z treści umowy zawartej z MS-EKO wynika, że spółka KZB, którą reprezentuje prezes Bogucka, działała w imieniu i na rzecz Gminy Miejskiej Legionowo. Zaś gminę reprezentuje prezydent miasta Roman Smogorzewski. KZB było więc tylko pełnomocnikiem Gminy, czyli kimś kogo się wynajmuje, gdy samemu nie chce się lub nie może czegoś załatwić. Tak jak wynajmuje się kuriera, żeby dostarczył paczkę. Pełnomocnik działa więc na podstawie i w ramach udzielonego mu pełnomocnictwa. I może odpowiadać tylko wtedy, gdy temu pełnomocnictwu się sprzeniewierzy. W tym przypadku, nic na to nie wskazuje, żeby coś takiego miało miejsce.
O zgodę radnych na wydzierżawienie, czyli w konsekwencji podpisanie umowy dzierżawy, zabiegał przecież prezydent Smogorzewski. I pomimo protestów mieszkańców, udzielił KZB pełnomocnictwa do jej podpisania. Czemu sam tego nie zrobił? Tu odpowiedź wydaje się prosta. Osoby zorientowane wiedzą, że od lat wyręcza się on innymi osobami, kiedy chodzi o podpisywanie negatywnych, ryzykownych, czy mogących budzić niezadowolenie, decyzji. Od tego ma zastępców, prezesów miejskich spółek i inne osoby. Co innego jest, kiedy decyzja jest pozytywna, wtedy będzie na niej najczęściej podpis samego prezydenta, żeby ludzie wiedzieli, komu to wszystko zawdzięczają...
Jak jest więc odpowiedzialność prezes Boguckiej? Należy stwierdzić, że akurat w tej sprawie - żadna. Nie ma więc sensu pastwić się nad panią Bogucką, bo ona nie jest niczemu winna. Nie róbcie z niej też kozła ofiarnego. Nie należy się także dziwić, że nie jest ona skora do odpowiedzi i wyjaśnień w tej sprawie. Ona była tylko pełnomocnikiem, przedstawicielem, wysłannikiem Gminy Legionowo, czyli w rzeczywistości działała na zlecenie prezydenta Smogorzewskiego. I zapewne nie przekroczyła udzielonego jej pełnomocnictwa. A tych, którzy tylko przynoszą „złe wieści” (w tym przypadku dla mieszkańców), nie ma sensu karać.
Dodatkową sprawą jest całkowita zależność prezes miejskiej spółki KZB od widzi mi się prezydenta. Prezydent reprezentuje w miejskich spółkach zgromadzenie wszystkich wspólników, tj. mieszkańców Legionowa. To on również powołuje, według własnego widzi mi się, bez jakiegokolwiek konkursu, radę nadzorczą, która z kolei powołuje i na każde jego skinienie może odwołać prezesa. A więc, jeśli nie wykonasz polecenia, już cię niema... . Tak jak powiedział „pewien klasyk” - prezesem tylko się bywa.
Paweł Szyling
Reklama
Reklama

Napisz komentarz
Komentarze