Częstą cechą ludzi, którzy mają coś do ukrycia, jest to że kręcą, a czasami robią to do tego stopnia, że aż gubią się we własnych słowach. Można im tylko współczuć. Nadmiar kłamstw powoduje, że czasami już sami nie wiedzą, co komu powiedzieli i dlaczego.
Za to rozmaite instytucje podchodzą do takich sytuacji systemowo. Aby ograniczyć możliwość wpadki, na wszelki wypadek, ograniczają w ogóle dostęp do jakichkolwiek informacji. Jakimś sposobem jest także zatrudnianie rzeczników prasowych, którzy czuwają nad tym, żeby nie powiedzieć za dużo, a w każdym razie nie ujawnić niczego ciekawego.
Często też wystarczy z trudnymi pytaniami tylko odesłać do rzecznika, który akurat jest nieobecny, niedostępny, na szkoleniu, albo po prostu nie odbiera telefonu i nie odpowiada na maile.
Inną sztuką, jest takie udzielanie odpowiedzi, żeby nikt nic z nich nie zrozumiał. Można na przykład mówić lub pisać dużo o niczym, albo zanudzać samą długością wypowiedzi. Można również przytaczać brzmienie wielu przepisów, sadowych orzeczeń i opinii, byle tylko nie dotrzeć do sedna sprawy.
Kolejnym sposobem jest nadawanie takich tytułów uchwałom, rozporządzeniom itp, żeby nie można się było nawet domyślić, czego one naprawdę dotyczą i co zawarte jest w ich treści.
Niewinnie brzmiący tytuł - „ws. udzielenia prezydentowi zgody na sprzedaż lub dzierżawę nieruchomości”, może dotyczyć 5 metrów gruntu, a może również dotyczyć nieruchomości wartej miliony.
Cała sztuka polega na tym, żeby nikt, nic z tego nie zrozumiał...
Paweł Szyling
Reklama
Reklama
Napisz komentarz
Komentarze