Niedawno w związku z rozbudową domu handlowego „Maxim” doszło do niecodziennej sytuacji. Okazało się, że kierownik budowy zawiadomił komendę policji o tym, że w związku prowadzonymi w nocy hałaśliwymi pracami budowlanymi, mieszkańcy pobliskich bloków mogą telefonować na policję i domagać się interwencji
Kierownik ten, z jednej strony zachował się bardzo kulturalnie i przyzwoicie, ale z drugiej strony w jego zawiadomieniu można doszukiwać się także sprytnej i przemyślanej sugestii, by policjanci nie zawracali sobie głowy takimi interwencjami mieszkańców. Bo przecież wiadomo, że trwa budowa i musi być głośno, o czym komenda została z wyprzedzeniem powiadomiona. W dodatku konieczność nocnych prac tłumaczył procesem technologicznym, w którym po wylaniu posadzek, muszą one być one natychmiast, w ciągu kilku kilku godzin, zacierane. W polemikę z kierownikiem budowy wdał się jednak jeden z mieszkańców, który uważał, że naruszanie ciszy nocnej przez budowę i uniemożliwianie wypoczynku mieszkańcom jest niedopuszczalne. Argumentował, że jeśli wykonawca nie potrafi zaplanować i przeprowadzić inwestycji w taki sposób, aby nie naruszać praw innych, to może nie powinni się do niej zabierać.
Nie nam rozstrzygać ten spór. Bo w gruncie rzeczy sprowadza się on do tego, co jest ważniejsze PRAWO czy PROCES TECHNOLOGICZNY?
Wojciech Dobrowolski
Reklama
Reklama

Napisz komentarz
Komentarze