Prezydent zażądał od radnych odwołania skarbnik miasta, a ci posłusznie wykonali polecenie. Nie pytali o stan miejskiej kasy i prawdziwe powody odwołania. Wystarczyła im barwna opowiastka prezydenta. Ten zapewniał, że nie zniży się do poziomu magla, a jednak był magiel
„Powiedział, że go wku***am” - twierdzi skarbniczka, a prezydent temu nie zaprzeczył. W gruncie rzeczy potwierdził jej słowa mówiąc, że tego dnia mógł być zdenerwowany, bo wiele miał na głowie i jeszcze problemy rodzinne. A według jego słów, skarbniczka ciągle zawracała mu głowę. „Chodziło jej o pieniądze, bo wiecznie było jej mało, nie trafiały do niej żadne argumenty” - mówił prezydent.
„Powiedziała, ale ja będę panu smrodzić” - mówił prezydent, opisując reakcję skarbniczki na słowa o odwołaniu. - „Powiedział, że na najbliższej sesji w marcu zostanę odwołana. Kiedy zapytałam o powód, odpowiedział „zawsze coś się znajdzie” – napisała skarbniczka.
Prezydent mówił także, że skarbniczka chciał dopracować jeszcze parę miesięcy do nagrody jubileuszowej ale on dbając o budżet miasta nie chciał do takiego uszczuplenia dopuścić. Twierdził, że pani skarbnik wypracowała sobie wysoką emeryturę, jakiej każdemu życzy, i że krzywda jej się nie stanie.
Ostatecznie jako główny powód odwołania prezydent wskazał dużą rotację kadr w podległych skarbniczce komórkach i konflikt z główną księgową. W ciągu ostatnich 7 lat miało się tam przewinąć ok. 70 osób. A on o tym nie wiedział. Jak to możliwe, skoro takie informacje od lat docierały nawet do naszej redakcji? Dopiero teraz prezydent miał się dowiedzieć, że niektóre pracowniczki przez lata były w traumie. Jak dobry wujek mówił, a jakże, że trzeba było do niego przyjść, a on wtedy na pewno by pomógł. Jeszcze bardziej dziwne, że tylko „nie wiedział” właśnie on, który słynie z tego, że zawsze wie, który kot ostatniej nocy, co zrobił i w którym śmietniku. A więc jego tłumaczenia, między bajki można włożyć. Wszystko wskazuje raczej na to, że cokolwiek działo się w podległym skarbniczce wydziale, przez 20 lat współpracy, było nie tylko przez niego akceptowane ale i popierane.
W końcu jednak prezydent przeszedł samego siebie, udając dobrego wujaszka. Mówił bowiem, że ma taką życiową misję żeby bezinteresownie pomagać ludziom. Co prawda od dawna nazywają go złotoustym, jeśli chodzi o formę. Gorzej, jest jednak czasami z treścią i trzymaniem się faktów. Podczas sesji, przekręcił sens wyjaśnień skarbniczki, która jako powody dużej rotacji kadr tylko „między innymi” wskazała zwolnienia lekarskie i urlopy macierzyńskie. Prezydent stwierdził natomiast, że skarbniczka macierzyństwo uznaje za największe zło. Mówił, że osiągnęła w ten sposób „szczyt braku kultury” i uciekła się do „obrzydliwych insynuacji”.
Natomiast cały urząd, w którym jego zdaniem, wszyscy tworzą jedną wielką rodzinę, bardzo przejmuje się macierzyństwem pracowniczek. Mówił nawet, że jeśli któraś z nich nie może zajść w ciążę, to jest to dramat nie tylko dla niej ale dla całego ratusza.
Śledząc tok jego wypowiedzi można dojść do przekonania, że w ten sposób chciał dać do zrozumienia, że i w takiej sytuacji dobry wujaszek pomoże...
Paweł Szyling
Reklama
Reklama

Napisz komentarz
Komentarze