Obrady legionowskiej rady miasta, choć nie cieszą się dużą popularnością, mogą dać obserwatorom dużo do myślenia. Ostatnio taka okazja nadarzyła się podczas dyskusji nad Raportem o Stanie Gminy oraz przed głosowaniem nad wotum zaufania dla prezydenta
Radni głównie ci z opozycji zadawali pytani i starali się uzyskać odpowiedzi oraz wyjaśnienia na nurtujące ich sprawy. Dla odmiany radni rządzącej miastem koalicji, od samego początku, siedzieli jak trusie i odkąd przyszli sprawiali wrażenie jakby już chcieli zakończyć obrady i mogli pójść do domu.
Natomiast prezydent żywiołowo reagował na większość zadawanych pytań i łajał oraz pouczał radnych, że są niemerytoryczni, że jego zdaniem (niemal zawsze) mijają się z prawdą i generalnie się czepiają. Przy okazji dawał niezły pokaz demagogii.
Natomiast przewodniczący rady, pan Rysio, był wyraźnie zirytowany tym, że opozycja docieka jakichś spraw, pyta, zabiera czas i przedłuża sesję, jakby pytania te miały jakiekolwiek znaczenie. Często też wspierali go wice-przewodniczący, którzy jak zwykle tylko czekają aby złożyć wniosek o zamknięcie dyskusji, niemal w każdej sprawie. Nie ważne czy dotyczy ona raportu o stanie gminy, kosztownych inwestycji, nieprawidłowości w pracy ratusza czy budżetu.
Po kolejnej serii pytań, przewodniczący wreszcie wyrzucił z siebie, co miał na wątrobie i już otwarcie wystąpił z pretensjami do radnego Grabowskiego. - Pan sobie siedzisz w domu i zadajesz pytania, a ja też bym tak chciał. To znaczy pójść do domu...
I to by było na tyle.
Paweł Szyling
Reklama
Ja chcę do domu... REMINISCENCJE Z SESJI RADY MIASTA
- 18.07.2021 13:09
Reklama
Napisz komentarz
Komentarze