W poniedziałek 4 stycznia w godzinach porannych doszło do śmiertelnego wypadku w legionowskiej piekarni NOWEL. Podczas prac konserwacyjnych taśmociągu 60-letniego mężczyznę przygniotła metalowa taca. Śledztwo prowadzi legionowska prokuratura.
Na razie nie wiadomo, co było przyczyną tego tragicznego zdarzenia do którego doszło w piekarni NOWEL znajdującej się przy ul. Szarych Szeregów 11 w Legionowie. Policja o zdarzeniu została poinformowana o 9.45. Na miejsce natychmiast zadysponowano patrol funkcjonariuszy oraz karetkę pogotowia, do pomocy wezwano także zastęp strażaków. Po stwierdzeniu przez lekarza zgonu mężczyzny do piekarni przybył również prokurator. Wszystkie czynności śledczych prowadzone w piekarni zakończyły się dopiero po 16.00.
Był sam?
- Wypadek zdarzył się pomiędzy 8.30 a 9.45. W chwili wypadku 60-latek najprawdopodobniej był w hali sam – poinformował nadkom. Artur Bartczak, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Legionowie. W hali produkcyjnej 60-letni Wojciech G., który wykonywał przegląd techniczny znajdujących się tam urządzeń, w tym taśmociągu, został przygnieciony przez metalowy element znajdujących się tam urządzeń. - Nie wiemy, czy taśmociąg w pewnym momencie ruszył, czy był włączony. Skoro mężczyzna prowadził przy nim prace konserwacyjne, to logika podpowiada, że powinien być wyłączony. 60-latek został przygnieciony przez metalową tacę. Natomiast, czy taca się poruszała, czy z czegoś spadła, na tą chwilę nie jestem w stanie odpowiedzieć – przekonuje Artur Bartczak. Wojciech G. zginął na miejscu.
Będzie sekcja zwłok
Prokurator badający sprawę, nakazał przewiezienie ciała Wojciecha G. do Zakładu Medycyny Sądowej celem przeprowadzenia sekcji zwłok. Ma ona pomóc w ustaleniu dokładnych przyczyn śmierci konserwatora. Śledczy badają również sprawę tajemniczego uruchomienia się taśmociągu podczas wykonywania prac. Jednak na razie nic nie wskazuje, aby w zdarzeniu brały udział osoby trzecie. - Nie chcę się wypowiadać, czy to denat nie dochował należytej ostrożności, czy może zakład pracy zaniechał jakiś spraw związanych z bezpieczeństwem pracy. Wstępnie to tragiczne zdarzenie zostało zakwalifikowane jako wypadek, chyba że dalsze czynności śledcze wykażą coś innego – zakończył nadkom. Bartczak.
Swoje śledztwo przeprowadzi PIP
Z całą pewnością, oprócz legionowskiej prokuratury, swoje odrębne postępowanie przeprowadzi Państwowa Inspekcja Pracy, która sprawdzi, czy był przestrzegany regulamin pracy, czy zostały zachowane wszelkie procedury związane z konserwacją tego typu maszyn (zarówno przez pracownika, jak i pracodawcę) i czy zostały zachowane wszystkie środki bezpieczeństwa w miejscu pracy, oraz na jakich zasadach był zatrudniony konserwator. Jednak zastanawiające jest to, czy w trakcie prowadzonej konserwacji maszyny, pracownik dokonujący jakichkolwiek przeglądów, a w wielu przypadkach zapewne i drobnych napraw, mógł pozostawać bez asekuracji ze strony innego pracownika. Również i na takie pytania muszą odpowiedzieć śledczy. Tymczasem przed główną bramą wjazdową na teren zakładu pojawiły się już pierwsze znicze. Zapewne, można było uniknąć tej tragedii...
DB





Napisz komentarz
Komentarze