Sprawa budowy szeregowców oraz powstrzymania dogęszczania zabudowy trafiła wreszcie pod obrady rady miasta w Legionowie. Po serii wystąpień opozycyjnych radnych, którzy przeciwstawiali się ciągłemu dogęszczaniu zabudowy miasta oraz likwidowaniu terenów zielonych, desperacko w obronie dotychczasowej polityki władz wystąpiła radna Luzak
Stwierdziła ona, że ciasnota ma swój urok, bo przypomina jej to włoskie miasta, gdzie na wąskich podwórkach ludzie mogą sobie zaglądać do okien.
Poza tym w Legionowie, jak twierdzi była nauczycielka, wszędzie ma blisko, a ludzie mieszkający w tych warunkach chętnie sobie pomagają. A jak ludzie chcą tu mieszkać, to trzeba im dobudowywać kolejne bloki. Można więc odnieść wrażenie, że dogęszczanie i usuwanie zieleni z miasta, według radnej, daje urokliwy efekt. Co innego, gdy nadleśnictwo robi przecinki w lesie, z takim wycinkami, radna Luzak zadeklarowała, że będzie walczyć do upadłego. Bo może tylko wycinanie drzew w mieście jest pożyteczne.
W obronie tej polityki wystąpił też radny Pachulski. Mówił on, że chociaż mieszka w innej części miasta, jak twierdzi, dużo spaceruje przez legionowskie blokowiska i jak dotąd nie widział ani jednego nowego bloku, który zagęściłby zabudowę. Nie wiadomo jednak jakimi ścieżkami, przy jakiej widoczności i w jakich okolicznościach radny przemierza osiedlowe ścieżki.
Wreszcie ostateczny cios krytykom dogęszczania zadał sam prezydent Smogorzewski. Dowodził on, że statystyki nie potwierdzają takiego zjawiska, że liczba mieszkańców Legionowa jest stała, że miasto niczego samo nie buduje i że nie może zabraniać budowania innym. Mówił, że Legionowo jest liderem w ochronie środowiska, z którym nie mogą się równać okoliczne gminy.
Na koniec stwierdził, że nie wie w czym problem, bo jego zdaniem, w ogóle nie istnieje coś takiego jak dogęszczenia...
Wojciech Dobrowolski
Reklama

Napisz komentarz
Komentarze