Prezentujemy kolejną część MAPY DOGĘSZCZEŃ. Tym razem przenosimy się na Przystanek i przedstawimy, co myślą mieszkańcy, którzy niespodziewanie zostali sąsiadami szeregowców
Wiele osób z powodu koncentrowania się na pracy i własnych problemach, długo nie zwracało uwagi na gwałtowne zmiany w przestrzeni Legionowa, do których dochodzi obecnie. Coś tam widzieli, że powstają podobne budynki, ale osobiście ich to nie dotykało. Sytuacja zmieniła się diametralnie, kiedy za ich płotem znienacka zaczęto budować coś , co nazywają „kurnikiem”, „czworakami” albo „Pekinem”. Chodzi oczywiście o tzw. szeregowce.
Alina z ul. Pomorskiej
Budując ten kurnik za płotem całkowicie zrujnowali nam życie. To była spokojna okolica, teraz nie możemy nawet spokojnie wyjść na własną działkę. Cały czas czujemy się obserwowani, w każdym zakątku, z kilkunastu okien tego szeregowca, które wychodzą wprost na naszą działkę i są zaraz za płotem. Do tego ten ciągły hałas, rozmowy, krzyki, wiercenia w ścianach, pracujące maszyny maszyny. Całą dobę, w dzień i w nocy przyjeżdżają i wyjeżdżają stamtąd samochody. Nie ma ani chwili spokoju i jest to nie do wytrzymania.
Zbyszek z ul. Kujawskiej
Dowiedziałem się od znajomego, że jest obok niego w Legionowie, w cichej okolicy, działka do kupienia. Uliczka na uboczu, same domy jednorodzinne i zadrzewione tereny należące do szkoły i domu opieki. Dlatego krótko się zastanawiałem i przeniosłem się tu z Warszawy. Byłem bardzo zadowolony. Ale tylko do czasu, kiedy po drugiej stronie ulicy zburzyli dom jednorodzinny i zaczęli budować szeregowiec, taki blok mieszkalny na kilkanaście rodzin, a obok zaraz drugi. Wtedy wszystko się zmieniło. Teraz tylko myślę jak stąd uciekać. Wrócę chyba do Warszawy, bo mam tam jeszcze mieszkanie i w porównaniu z tym co zrobili w Legionowie wcale tam nie było źle. Według mnie to skandal, że władze miasta do czegoś takiego dopuściły. Jedna budowa i nie ma już cichej uliczki. Z dnia na dzień przybędzie drugie tyle ludzi i samochodów, a nie ma tu miejsca ani odpowiedniej infrastruktury.
Michał z ul. Lwowskiej
Pracuję w nieruchomościach. Jest taki termin - „złe sąsiedztwo”, oznacza on automatycznie , że działka jest mniej warta. Trudniej ją sprzedać, bo mało kto chciałby kupić coś, co ma wady, szczególnie jeśli chce tam mieszkać. Zwykle chodzi o jakiś warsztat, zdewastowany pustostan albo jakieś inne slumsy. Ale teraz zdałem sobie sprawę, że termin „złe sąsiedztwo” może oznaczać też nowy i ładnie wykończony budynek mieszkalny. Okazuje się, że jego uciążliwość dla sąsiadów, dotychczasowych mieszkańców, jest równie dotkliwa. Tak dzieje się właśnie w Legionowie, nawet na mojej ulicy. Chodzi o to, że budynki te swoimi gabarytami skrajnie odbiegają od istniejącej wcześniej zabudowy. Są dużo większe, zajmują niemal całą powierzchnię działki, która zostaje ogołocona z drzew i zieleni. Powoduje to przestrzenny chaos. W dodatku na małej przestrzeni jest dużo więcej ludzi, psów i samochodów, których nie ma gdzie podziać.
Wojciech Dobrowolski
Reklama
LEGIONOWO. Złe sąsiedztwo - szeregowce na Przystanku
- 21.05.2021 17:57
Reklama

Napisz komentarz
Komentarze