Nadmiar sztucznego świetlenia powoduje, że aby zobaczyć gwiazdy na niebie, trzeba wyjechać gdzieś w Bieszczady, w jakieś wysokie góry, a najlepiej do dzikiej Afryki. Niejednokrotnie jadąc nocą ulicami miasta widzimy bezsensownie ustawione, co kilkanaście metrów, rzędy latarni oświetlających ulice, chodniki, przylegające do nich parki, skwery i parkingi. Po latach ciemności, część ludzi jest z tego powodu zadowolona. Wagę problemu rozumieją natomiast ci, którzy spędzają bezsenne noce z powodu migającego na przeciwko jaskrawego neonu albo wycelowanej prosto w ich okno lampy jarzeniowej.
Z prowadzonych badań wynika, że już 2/3 ludzi żyje na obszarach zanieczyszczonych światłem. Natomiast w krajach rozwiniętych, na przykład w Stanach Zjednoczonych, Japonii oraz w Europie problem ten dotyka ponad 95 proc. populacji. Skutki, to problemy ze snem, zakłócenie naturalnego dobowego cyklu życia, choroby cywilizacyjne, stałe uczucie przemęczenia i depresje. Z powodu braku naturalnej, nocnej ciemności, dziwnie mogą zachowywać się także zwierzęta oraz rośliny.
Tymczasem u nas znane są przypadki, gdy latarnia przed domem jest nadal marzeniem, za które niektórzy gotowi są sprzedać duszę. Przykładem może być jeden chłop z pobliskiej gminy, który tylko dlatego zagłosował na znienawidzonego wójta, bo tamten obiecał mu zainstalowanie latarni przed furtką. Zapewne także skutkiem cywilizacyjnego zapóźnienia są zabiegi naszych samorządów o otrzymanie tytułu „najlepiej oświetlona gmina”. Miernikiem bowiem pozycji w tym rankingu jest, jak sądzę, niestety nie jakość, ale ilość zainstalowanych lamp. Osobiście wolałbym, aby konkurs dotyczył gminy oświetlonej najinteligentniej albo najoszczędniej.
U nas jednak najwyraźniej, w świadomości rządzących, w dalszym ciągu obowiązuje leninowska myśl, według której – komunizm to władza rad oraz elektryfikacja kraju. Trudno w dodatku temu się dziwić, w końcu jak mówił inny klasyk – to byt określa świadomość.
MACIEJ LERMAN

Napisz komentarz
Komentarze