
To już kolejna próba, ze strony koalicji rządzącej miastem, utrudniania mieszkańcom dostępu do posiedzeń Rady Miasta. Podobne dyskusje obserwowaliśmy we wrześniu ubiegłego roku. Oczywistą wydawałoby się sprawę musieli wtedy „prezydenckim radnym” wyjaśniać miejscy prawnicy. Stwierdzili oni, że nagrywanie obrad komisji jest dopuszczalne i nie jest do tego potrzebna zgoda uczestników posiedzenia. Potwierdzili również, że każdy obywatel ma prawo do uczestniczenie w obradach komisji oraz do rejestrowania jej przebiegu, bez pytania o zgodę.
Ciężko zrozumieć jakie są więc przyczyny oporu „prezydenckich radnych”? Czyżby radni ci nie chcieli, aby do opinii publicznej dotarły informacje, o tym, co dzieje się na posiedzeniach komisji. Może, że niektórzy z nich wstydzą się tego, co tam robią, dla wspólnego dobra. A może świadczy to o tym, że boją się kompromitacji, z powodu własnej niekompetencji, gadania bzdur, kłamstw albo braków w wychowaniu?
Na ogół, a na pewno w zdecydowanej większości przypadków ci, którzy są przeciwnikami jawności, mają coś do ukrycia. W każdym przypadku, gdy jakaś instytucja albo organ, kręcą, mataczą oraz odmawiają udzielania informacji, zasłaniając się bardziej lub mniej wyimaginowanymi względami, może to świadczyć, że nie mają czystego sumienia. Bo jakiż może być inny powód ukrywania informacji, które powinny być jawne?
Tym razem twierdzili oni, że rejestracja obrad i udostępnianie ich mieszkańcom jest nie opłacalne, bo może generować zbyt duże koszty. Innymi słowy: JAWNOŚĆ DZIAŁANIA WŁADZ I PRZESTRZEGANIE PRAWA IM SIĘ NIE OPŁACA...
Wojciech Dobrowolski

Napisz komentarz
Komentarze