Każda próba uzyskania informacji z ratusza oraz wyjaśniania ważnych dla mieszkańców spraw, zdaniem radnego Mirosława Grabowskiego, spotyka się z niezadowoleniem , a nawet agresją ze strony władz miasta
Według radnego w Legionowie nadal obowiązuje zasada - kto ma władzę ten ma zawsze rację. A wszelcy ciekawscy, którzy interesują się sprawami samorządu i chcieliby dociekać rozmaitych spraw, traktowani są jakby wsadzali nos w nie swoje sprawy. Dotyczy to również radnych, których obowiązkiem jest zajmowanie się sprawami gminy oraz patrzenie prezydentowi czyli władzy wykonawczej na ręce.
Okazuje się więc, że nie tylko prasa lokalna ma w tej dziedzinie problem z legionowskimi władzami. Radny składający interpelację z pytaniami do prezydenta, często otrzymuje bezczelną wręcz odpowiedź, iż nie powinien o to pytać albo że dana sprawa wykracza poza jego kompetencje i dlatego odpowiedzi nie dostanie. Generalnie z dostępem do informacji jest coraz gorzej, czego przykładem może być ograniczenie możliwości zadawania pytań prezydentowi na stronie internetowej urzędu. Obecnie można nadal zadawać pytania, ale odpowiedzi nie są już dostępne dla wszystkich.
Ale to nie wszystko. Okazuje się, że nawet przewodniczący rady, który powinien być dla innych przykładem, nerwowo reaguje na trudne pytania. Wcześniej tylko wyłączał mikrofony, gdy nie podobały mu się wypowiedzi, ostatnio jednak próbował nawet posunąć się do rękoczynu.
- Czyżby w legionowskim samorządzie było aż tak wiele spraw, które trzeba ukrywać przed mieszkańcami i radnymi? - pytał podczas czerwcowej sesji radny Grabowski
Paweł Szyling
Reklama

Napisz komentarz
Komentarze