Weterynarz odciął kotce oddanej do sterylizacji końcówkę ucha. O sprawie poinformowała redakcję zbulwersowana właścicielka. Okazuje się, że weterynarze w ten sposób oznaczają dzikie koty, które zostały poddane sterylizacji. Metoda budzi jednak duże kontrowersje
W naszym powiecie można bezpłatnie wysterylizować kota i psa. Weterynarze na zlecenie Gminy kastrują również koty dzikie. W takim właśnie celu z własną kotką udała się jakiś czas temu do weterynarza nasza czytelniczka z Wieliszewa.
Pomyłka lub niedomówienie
Przed zabiegiem pokazała weterynarzowi zaświadczeniem z Urzędu Gminy, które upoważniało ją do bezpłatnej sterylizacji kotki. Z jej relacji wynika, że po zabiegu odebrała kotkę bardzo przestraszoną, a na dodatek z odciętym kawałkiem ucha. Bardzo to ją wzburzyło. Otrzymaliśmy informację, że zabieg sterylizacji został wykonany w gabinecie lekarza weterynarii Mirosława Kado. Weterynarz w telefonicznej rozmowie poinformował nas, że kotom, które do lecznic przychodzą z właścicielami raczej uszu się nie przycina. Przyznał jednak, że zdarzają się pomyłki bądź niedomówienia. Weterynarz poinformował nas także, iż sam zabieg powinien być bezbolesny i dla kota wręcz niezauważalny.
Dlaczego przycinają?
Nacinanie ucha przyszło do nas z Ameryki i Europy Zachodniej. Przycięcie jest bezbolesne, przeprowadzane w narkozie lub znieczuleniu, nie wpływa na zdrowie kota i pozwala łatwo, nawet z dużej odległości, ocenić, czy kot jest po zabiegu. Na początku stosowania tej metody wycinano na brzegu ucha niewielki trójkącik, obecnie przycina się na płasko koniuszek ucha, bo linie proste rzadko występują w naturze. Podwórzowe kocury i tak często mają uszy przycięte, tylko nieregularnie, przez inne koty.
Alternatywy
przycinania uszów
Przeciwnicy tej metody często zadają sobie pytanie: Czy kotom trzeba przycinać uszy? Są przecież inne metody. Jedną z nich jest zrobienie tatuażu przez weterynarza na uszach. Drugą metodą oznakowania kota jest wszczepiane pod skórę chipy. Problem w tym, że taki tatuaż po kilku latach się wchłania i staje się niewidoczny, a czytnik do czipa jest drogi, więc weterynarze i fundacje wyłapujące bezpańskie koty nie zawsze nim dysponują.
KT
Reklama

Napisz komentarz
Komentarze