Brak kadry lekarskiej, dezinformacja i bałagan – to, według niektórych mieszkańców, codzienność pacjentów SZPZOZ w Jabłonnie. Ich zdaniem, trwa wojna radnych z wójtem, który sprzeciwiał się prywatyzacji placówki. A wszystko po to, aby przekręty i nepotyzm nie ujrzały światła dziennego
Kilka dni temu na adres e-mail redakcji wpłynął list od jednej z naszych czytelniczek. Opisuje ona dramatyczną sytuację pacjentów w jabłonowskim Samodzielnym Zespole Publicznych Zakładów Opieki Zdrowotnej (SZPZOZ). Stanowisko czytelniczki w tej sprawie jest dokładnie przeciwne temu, jakie na naszych łamach prezentowali niektórzy jabłonowscy radni.
Bez wiedzy i doświadczenia?
Zdaniem pani Aliny, po nieudanej próbie prywatyzacji ZOZ-u, przychodnia stała się polem bitwy między radą gminy a wójtem. Po odejściu poprzedniego dyrektora przychodni Jacka Jakimiaka, stanowisko dyrektora ZOZ-u objęła księgowa Małgorzata Lorenc. Według naszej rozmówczyni, osoba ta nie posiada ani wiedzy, ani doświadczenia wymaganego na takim stanowisku. Dlatego jej zdaniem, od tamtej pory, wizyty w przychodni to prawdziwy horror. Efektem bałaganu i złego zarządzania mają być także braki w kadrze lekarskiej. – Lekarze pracują 2-3 razy w tygodniu, po 2-3 godziny i za każdym razem są jakieś zmiany w godzinach przyjęć. W trakcie jednej choroby prawie za każdym razem trzeba odwiedzić co najmniej dwóch lekarzy, co jest kłopotliwe z powodu konieczności przedstawienia im całej historii choroby – pisze czytelniczka.
Nie dopuścić do audytu
Według czytelniczki, obecna rada gminy w ogóle nie dba o dobro pacjentów, ale robi wszystko na złość wójtowi. Na przykład radni starają się nie dopuścić do audytu, który mógłby wykazać nieprawidłowości w placówce, np. umowy zlecenia dla członków rodziny, podwójne etaty i bardzo wysokie, niczym nie uzasadnione wynagrodzenia itd. Jak twierdzi nasza rozmówczyni, obecna dyrektor wykorzystuje stanowisko do osiągania korzyści finansowych. – Zatrudniła się na stanowisku pielęgniarki szkolnej i co miesiąc aneksami podwyższa sobie wynagrodzenie. Za 4 godz. pracy w tygodniu wypłaca sobie 2,5 tys. zł – pisze pani Alina. Wg czytelniczki dyrektorka roztrwoniła 500 tys. zł pozostawione przez poprzedniego dyrektora i pomimo comiesięcznych wpłat 160 tys. zł przez NFZ, przychodnia jest „na minusie”.
Rada wszystko akceptuje
Kolejnym zarzutem wobec pełniącej obowiązki dyrektora jest to, że nie przystąpiła do konkursu ofert ogłoszonego przez NFZ o kontrakt na usługi stomatologiczne. Z tego powodu pacjencji mogli być pozbawieni opieki w tym zakresie. Jak dalej czytamy, dopiero po interwencji wójta pełnomocniczka miała zlecić pracownikowi przygotowanie oferty na konkurs. – Dlatego tylko dzięki wójtowi mieszkańcy będą mogli korzystać z opieki stomatologicznej finansowanej przez NFZ, czyli bezpłatnie – czytamy w liście. Zdaniem pani Aliny, wyniki kontroli przeprowadzonej przez urząd gminy wyraźnie wskazują, że w placówce dochodzi do nieprawidłowości. Dlatego dziwi się ona radzie gminy, że ta akceptuje panujący bałagan i nadużycia.
Nowy konkurs na dyrektora
Jak czytamy w liście, jedynym wyjściem z tej sytuacji wydaje się powołanie nowej komisji konkursowej i wyłonienie nowego dyrektora ZOZ-u.
– Zajmująca to stanowisko, wyznaczona przez byłego dyrektora i popierana przez radnych osoba, jak się okazało, została wybrana niezgodnie z prawem, ponieważ nie spełniała wymagań stawianych w konkursie na to stanowisko – czytamy w liście. Dlatego zdaniem jego autorki, dla dobra pacjentów trzeba jak najszybciej zlecić audyt ZOZ-u i powołać nowego dyrektora. W przeciwnym razie istnieje obawa, że z powodu zadłużenia ośrodek ogłosi upadłość i zostanie sprzedany.
QK
Reklama

Napisz komentarz
Komentarze