Wdowa – Pani Renata Cybula – pracuje w nowodworskim szpitalu jako pielęgniarka. W grudniu ubiegłego roku do tego szpitala trafił jej mąż – 57–letni Pan Andrzej, który kilka lat temu miał zawał serca. Jak dowiadujemy się z materiału „Uwagi”, mężczyzna od pewnego czasu narzekał na ból nogi, która z dnia na dzień puchła i siniała. Pan Andrzej udał się więc wieczorem na SOR do szpitala nowodworskiego, w którym przebywał kilka godzin, a następnie przewieziono go na Bródno, na badanie USG. – Okazało się, że ze szpitala wypuścili go o 3.15. Dla mnie to jest nie do pomyślenia, że oni go o tej porze wypuścili – opowiada żona Pana Andrzeja.
Nie było podstaw żeby został w szpitalu?
Rzecznik Szpitala Bródnowskiego wyjaśnił dziennikarce „Uwagi”, że pan Andrzej został zwolniony do domu, ponieważ nie było żadnych podstaw do tego, żeby miał pozostać w szpitalu... – Mąż mi opisywał całą sytuację, która go spotkała na Bródnie. Lekarz podobno był bardzo zbulwersowany tym, o której godzinie przywożą mu pacjenta do badania – opowiada dalej pani Renata, która opisała trudności z chodzeniem jej męża tej nocy. Jak informuje „Uwaga”, lekarz, który wypisywał Pana Andrzeja ze szpitala już w nim nie pracuje. Tymczasem pacjent mający duży obrzęk w prawej kończynie, brak przepływu w obwodowej części udowej tętnicy udowej, a także zakrzep lub zator, bo tak było napisane na wypisie, powinien zostać w szpitalu.
Wizyta u lekarza rodzinnego
Pan Andrzej Cybula dotarł z Warszawy do domu, lecz sprawiło mu to dużo trudności. Postanowił więc udać się do lekarza pierwszego kontaktu, który znowu skierował go do szpitala z podejrzeniem ostrej niewydolności krążenia. W poniedziałek rano pacjent ponownie został przyjęty w nowodworskim szpitalu. Jak dowiadujemy się z programu, karta medyczna Pana Andrzeja zawiera dwa zapisy. Pierwszy zapis jest z godziny 11.35, a drugi z godziny 21.24 i to już jest informacja o zgonie pacjenta. – Jeżeli pacjent jest przyjmowany w trybie pilnym, z takimi objawami niewydolności, i dopiero po prawie dziewięciu godzinach jest kolejna informacja stwierdzająca, że pacjent nie ma objawów życia, to rodzi się pytanie, czy nikt go wcześniej nie oglądał... – tłumaczy „Uwadze” prof. Krzysztof Bielecki.
Prokuratura bada sprawę
– Lekarz prowadząca powiedziała mi, że ten poprzedni zawał, który miał, to był bardzo rozległy zawał i praktycznie od tamtej pory mój mąż żył z połową martwego serca. Gdy spytałam, jak można żyć z martwym w połowie sercem, zmieszała się trochę i powiedziała, że w takim razie teraz może tak się stało – mówi w programie Renata Cybula. Sam dyrektor ds. lecznictwa nowodworskiego szpitala Jerzy Szubski stwierdził, że nie wie, co było przyczyną śmierci mężczyzny. Z materiału dowiadujemy się też, że rodzina zażądała sekcji zwłok, niezależnej od szpitala, i zgłosiła sprawę organom ścigania. Prokuratura wszczęła śledztwo w kierunku narażenia pacjenta na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia oraz w sprawie nieumyślnego spowodowania jego śmierci. – Z opinii biegłych wynika, że do śmierci doszło na drodze przewlekłej niewydolności krążenia. Ponadto w obrazie sekcyjnym stwierdzono przewlekłe, zaawansowane zmiany chorobowe w układzie krążenia – wyjaśnia dziennikarzom „Uwagi” Łukasz Łapczyński z Prokuratury Okręgowej Warszawa–Praga.
Adam Balcerzak

Napisz komentarz
Komentarze