17-letni licealista podczas zajęć sportowych zwichnął sobie nogę i z powodu ostrego bólu szukał pomocy. Jego matka niewiele myśląc, czym prędzej udała się do przychodni przy ul. Sowińskiego 4 w Legionowie, gdyż punkt ten przez wielu nadal jest kojarzony z niesieniem pomocy w nagłych przypadkach medycznych.
Kiedy kobieta usiłowała zapisać syna do chirurga, który akurat pełnił dyżur, rzekomo usłyszała od niego „A co wedle Pani mam teraz zrobić? Wyrzucić któregoś z tych 50 oczekujących w kolejce na korytarzu pacjentów?”. Zdenerwowana udała się więc do gabinetu dyrektora placówki – on również rozłożył bezradnie ręce. Kobieta nie miała więc innego wyjścia, jak z cierpiącym synem udać się komunikacją miejską do jednego z warszawskich szpitali, żeby uzyskać w nim natychmiastową pomoc.
Dyrekcja NZOZ „Legionowo” nie chciała się odnosić do tego przypadku, gdyż „nie za bardzo kojarzy tą sytuację”. – Nasza przychodnia nie udziela świadczeń w ramach „ostrego dyżuru”. W naszej placówce nie ma również „pogotowia ratunkowego” – wyjaśnia Iwona Michalska z NZOZ „Legionowo”. Jak nam tłumaczyła, w lżejszych przypadkach zdrowotnych mieszkańcy zobowiązani są zgłosić się po niezbędną pomoc do najbliższego Szpitalnego Oddziału Ratunkowego i zapewne przypadek licealisty właśnie do takich się kwalifikował.
DB

Napisz komentarz
Komentarze