Środa, 17 sierpnia, około godziny 18:30. Jest ciepłe, spokojne popołudnie. Na skwerze przy ul. Piłsudskiego spokojnie toczy się życie: dzieci bawią się wokół fontanny, mamy spacerują z maluchami w wózkach, ktoś karmi gołębie. I nagle widać coś dziwnego – na ziemi leży człowiek, mężczyzna w średnim wieku. Jest schludnie ubrany, nie wygląda na śpiącego pijanego. Leży nieruchomo, może przestał oddychać, bo jest blady, zaczynają mu sinieć wargi. Wszystko wskazuje na to, że jego życie jest w niebezpieczeństwie i potrzebna jest natychmiastowa pomoc.
Trzeba wezwać ratowników
Jedna z będących w pobliżu osób, rozumiejąc powagę sytuacji, zaczęła wzywać pomoc. Zadzwoniła na numer 999. Jednak zamiast uspakajającej informacji, że za kilka minut przyjadą ratownicy, czytelniczka TiO usłyszała, że ambulans będzie jechał z Warszawy! Dyspozytorka zasugerowała, żeby dzwonić na numer lokalny, legionowski – może przyjadą szybciej? Minuty mijały, stan leżącego nieprzytomnego nie zmieniał się. Coraz bardziej zdenerwowana czytelniczka dzwoniła jeszcze kilka razy, w końcu usłyszała od dyspozytorki, że wolnej karetki nie ma, a na piechotę pomocy nie wyśle... Bezradna i zrozpaczona kobieta połączyła się jeszcze z policją i ich prosiła o pomoc.
Wypadki się zdarzają
Opisane dramatyczne zdarzenie skończyło się szczęśliwie. Ratownicy przyjechali na czas (ambulans miał numer rejestracyjny WL), rozpoczęli akcję ratunkową i uratowali człowiekowi życie. Takie wypadki się zdarzają – przewlekła choroba, podeszły wiek, wypadek komunikacyjny – to normalne w mieście średniej wielkości. Niektóre kończą się szczęśliwie, jak ten, inne nie. I musimy się z tym z pokorą pogodzić. Kilka miesięcy temu na zebraniu wspólnoty mieszkaniowej starszy mężczyzna dostał zawału serca i mimo prowadzonej reanimacji – najpierw przez będących na sali ludzi, a potem przez ratowników – zmarł. Ale z relacji świadków wynikało, że długo czekali karetkę.
Problem – czas oczekiwania za pomoc
W takich zdarzeniach często powtarza się problem – czas oczekiwania na pomoc. Dzwoniący na numer 999 lub lokalny np. 22 767 0 767 (NZOZ „Legionowo” przy ul. Sowińskiego 4), często słyszą, że nie ma dyspozycyjnej karetki, więc trzeba cierpliwie czekać, albo że karetka wyruszy z Warszawy, więc... trzeba czekać. Jak widać mamy problem z ilością dostępnych karetek reanimacyjnych. W powiecie zamieszkałym przez ok. 100 tysięcy osób działają dwie karetki ratunkowe i dwie transportowe oraz zespół ratunkowy WOPR. Zważywszy na to, że na miejscu nie ma szpitala z SOR-em (Szpitalny Oddział Ratunkowy), to bardzo mało.
Karetek może być więcej
Niedofinansowanie opieki medycznej to problem ogólnopolski, wszędzie potrzeby i oczekiwania pacjentów są większe niż możliwości NFZ-u, jednak w tym przypadku nie jesteśmy bezradni, sami możemy sobie pomóc.
Wszystko zależy od ustanowienia priorytetów w wydatkach gminy lub powiatu. Jeśli wybrane przez nas władze zauważą problem i zamiast np. kupować, skądinąd również potrzebny, kolejny samochód dla OSP, zdecydują o kupieniu lub dofinansowaniu zakupu dwóch karetek reanimacyjnych, ratownicy będą szybciej docierali na miejsce, będzie mniej dramatów, a my poczujemy się bezpieczniej. Bo przecież każdy z nas może znaleźć się w takiej potrzebie.
t.red.
Fot. archiwum

Napisz komentarz
Komentarze