Paradoksy, którymi sypał Oskar Wilde, to przeważnie wypowiedzi jednozdaniowe, np.: „Praca jest przekleństwem klas pijących”, refleksja będąca odwróceniem komunału: „Pijaństwo jest przekleństwem klas pracujących.” Albo: „Pomiędzy Anglią a Stanami Zjednoczonymi jest wiele podobieństw – z wyjątkiem języka.” Według Wilde’a tureckie papierosy to w przeciwieństwie do miłości fizycznej ideał rozkoszy, gdyż palacz nigdy nie jest syt. Wyższe studia zdaniem Wilde’a nie są potrzebne i uzasadniał to następująco: „Albo jest się dżentelmenem, albo nie; jeśli jest się dżentelmenem, wie się wszystko, a jeśli ktoś nie jest dżentelmenem, cała nabyta wiedza może być dlań tylko szkodliwa.” Można by z tych licznych, krótko świecących fajerwerków ułożyć małą książkę. Aliści Lord Paradoks pozostawił po sobie dużą książkę, która – o paradoksie – jest jednym wielkim paradoksem: Portret Doriana Greya. Paradoksalność tkwi już w tytule, gdyż chodzi tu o portret, który się z upływem lat starzeje, podczas gdy młodzieniec, co posłużył za model, pozostaje wciąż młody, jego twarz ani trochę się nie zmienia; upływający czas nie pozostawia na niej najmniejszej zmarszczki.
Woda uderza do głowy, łódź sunie ciągnąc za sobą wiatr – dwa nowe paradoksy wyłowione przeze mnie z Króla życia. Woda uderzyła do głowy? – wtóruję Oskarowi. – Trzeba na wytrzeźwienie napić się whisky. Napoiwszy kwiaty Oskar podlał samego siebie. Swojej paradoksalności nie posunął jednak do tego, aby podlać siebie wodą, a doniczkę z kwiatami napoić winem.
W stylu Oskara Wilde’a: „Nędze młodości i blaski starości.” Wiadomo, iż rzeczownik „wyga” nierozerwalnie łączy się z przymiotnikiem „stary”. Coś takiego jak „młody wyga” nie istnieje. A ja właśnie, wspominając popełniane w młodości głupstwa, mam sobie do zarzucenia, że nie byłem młodym wygą. „Młody wyga” to coś w stylu Wilde’a. Lordowi Paradoksowi można by również przypisać hasło: „Popierajcie stare talenty.”
W Portrecie Doriana Greya pierwszym paradoksem jest starzejący się portret i nie starzejąca się twarz sportretowanego człowieka. Drugim paradoksem jest metamorfoza aktorki, która od chwili, gdy się zakochała w Dorianie, zaczęła fuszerować rolę szekspirowskiej Julii. Dorzućmy do tego pełną paradoksów konwersację lorda Henryka, brylującego w londyńskich salonach.
Puszczona kantem aktoreczka popełniła samobójstwo. Brat aktorki próbował pomścić śmierć siostry, lecz podobnie jak Walenty, postać z dramatu Goethego – został zabity. Była to kolejna zbrodnia Greya, pozostawiająca piętno na twarzy – czyjej? zbrodniarza? Nie, ślad mokrej roboty odbił się na wymuskanym farbami wizerunku, który od chwili zabójstwa postarzał się, wręcz spotworniał. Jął straszyć jeszcze większą niż dotychczas szpetotą. A twarz występnego dżentelmena – gładka.
Obyło się bez cyrografu – tak bym zatytułował swoje refleksje po przeczytaniu paradoksalnie zatytułowanej powieści Portret Doriana Greya. Zawarty w tytule paradoks polega na tym, że nie sportretowany człowiek z biegiem lat się starzeje, lecz jego na płótnie wymalowana podobizna. Powieść homoseksualna, a homoseksualizm to też paradoks. Reminiscencje z Fausta: odzyskana młodość i brat mściciel. I jeszcze coś: lord Henryk to Mefisto, no tak, skoro Dorian, podobnie jak Faust, został odmłodzony. Ale w takim razie wyłania się jeszcze jeden paradoks. Jest nim Mefisto kochający, nie czyhający bynajmniej na zgubę Fausta-Doriana, przeciwnie, rad by mu nieba – bynajmniej nie piekła – przychylić. Oto nowe paradoksalne wyrażenie, którego sam Oskar by się nie powstydził: przybliżyć komuś piekła.

A.K

Napisz komentarz
Komentarze