Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
czwartek, 4 czerwca 2026 02:14
Reklama
Reklama
CZYTANKI DLA DOROSŁYCH (92)

KATZENDRECK

Marcelemu obił się o uszy pogląd: "Dom bez kota to nie jest dom". Szef Marcelego miał kota, tfu, zabrzmiało to dwuznacznie, powiedzmy zatem: redaktor naczelny "Chiromantki Mazowieckiej" był posiadaczem kota. Jako taki mógł stwierdzić dumnie, iż jego willa w dzielnicy Bukowiec to dom prawdziwy, z kotem w środku. Niestety, zwierzątko schorowane, cierpiące na obstrukcję. Trwa taka stagnacja trzy, cztery dni, aż wreszcie przychodzi moment, gdy zwieracz puszcza. Zbyt gwałtowne jest to odprężenie, toteż zanim kot zdoła dobiec do kuwety, już jest po wszystkim i domownicy krążą po pokojach co rusz wyczuwając pod stopą coś miękkiego. W rozmowie z Szefem o naszych braciach mniejszych Marceli wyznaje: "Uwielbiam koty, owszem, na obrazku. Albo sportretowane słowami. Moje ulubione czytadło to Kota Mruczysława poglądy na życie. Polecam ci tę powieść Hoffmanna. Jako sympatyk kociego rodu postarałem się, aby na okładce najnowszej książki mego pióra – przyniosę ci ją, jeśli sobie życzysz – pysznił się kot. Wspaniały drapieżnik trzymający w pazurach myszkę... komputerową. A więc kot narysowany, sfotografowany bądź opisany – proszę bardzo. Ale kot żywy? Odpada. Nie chcę mieć kotów z kłopotami ani kłopotów z kotami. Skóra na rękach za bardzo by mi spierzchła od mycia."

Podczas tego monologu nawiedził Marcelego pomysł co do wieczornej lektury w łóżku. Będzie to Szwejk. Rozdział, w którym krótkowzroczny pułkownik Schröder wodzi palcem po mapie sztabowej nie dostrzegając kocich kupek. Nieświadom, iż ostatniej nocy kot buszował na biurku i ulżył sobie wielokrotnie. Natrafiwszy na miękką substancję Herr Oberst zwraca się do oficerów: "Panowie, co to jest?" I słyszy odpowiedź: "Prawdopodobnie kocie gówno, panie pułkowniku."

Goszcząc w domu Szefa i jego małżonki Marceli ma okazję zobaczyć z daleka owego kocura z rudą sierścią. Tylko przez moment widzi go łażącego po trawniku. Więcej styczności jest z psami, zwłaszcza z seterem szkockim, towarzyskim, lgnącym do gościa i do... potraw na stole – ta druga skłonność nie zanadto podoba się Marcelemu. Mając do czynienia z miłośnikami zwierząt chce ich wybadać: co sądzą o takim zjawisku jak uczłowieczanie czworonogów. Jemu znane jest uczłowieczanie humorystyczne: powieść Hoffmanna, bajki Krasickiego. Ale na serio? Tymczasem przeniknęły do polskiej mowy takie oto neologizmy: psyn, psiecko, psiacierzyństwo. Zdaniem niektórych naszych rodaków niedopuszczalne jest mówienie o psie, że zdechł. On umarł. Psa się "adoptuje", a nie nabywa. "Co państwo o tym sądzą?" – pyta Marceli małżonków. 

I z ulgą stwierdza, że nie są fanatykami na punkcie zwierząt, zachowują umiar. Traktowanie psa jak syna, gadanie o macierzyństwie z tej racji, że się suka oszczeniła, gospodarze uważają za przesadę i dziwactwo. Świrowanie – uzupełnia Marceli.

Marcelemu przypomina się pewien epizod jego stażu małżeńskiego. Zaczyna opowiadać o życiu w pruszkowskim M-3, gdzie czuł się rezydentem i nie miał nic do gadania. Synal zapragnął mieć kota, więc jego matka, mimo swej antypatii do mruczków, łatwo uległa kaprysowi jedynaka. "Adopcja" nie uśmiechała się Marcelemu, lecz nikt nie pytał go o zdanie. Rad nierad udał się z urwipołciem pod wskazany w ogłoszeniu adres. Przynieśli kociaka w czarno-białym futerku. "Ładny?" – spytał chłopak. "Śliczny" – rozrzewniła się pani domu, która od razu poczuła się dobrze w roli pańci.

Opowiadanie o Dziuńce, jak ją nazwano przekonawszy się, że kotek jest kotką, Marceli kończy w sposób przewrotny. "Kotka umarła akurat w dniu, kiedyśmy się z telewizji dowiedzieli, że zdechł polityk Żyrynowski."

A.K.

Do nabycia w księgarni Jarosława Gąski, Legionowo ul. Batorego 17


 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

NAJNOWSZE E-WYDANIE
Mazowieckie To i Owo nr 49
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama