Chodzi o to, aby nie tworzyły się wyspy ciepła, w których człowiek nie jest w stanie funkcjonować, a z drugiej strony, aby uodpornić miasta na gwałtowne zjawiska atmosferyczne jak deszcze nawalne. Dlatego sadzi się w miastach drzewa oraz inną zieleń, a także rozszczelnia zabetonowane wcześniej powierzchnie tak, aby woda mogła wsiąkać do ziemi. To bardzo rozsądne działania.
Nie wiedzieć jednak czemu, planiści czasami mają zgoła odmienne podejście do miejskich lasów, które pełnią rolę naturalnych zbiorników retencyjnych. Okazuje się, że akurat je chcą zabetonować zmniejszając wskaźniki minimalnej powierzchni biologicznie czynnej. Twierdzą nawet, że tereny zielone powinny być najpierw „urządzone” czyli zabetonowane, a dopiero potem będzie można będzie przystąpić do ich rozszczelnienia.
A lekarze mówią, przede wszystkim nie szkodzić...
Paweł Szyling

Napisz komentarz
Komentarze