Były czasy, kiedy rozwój kraju mierzyło się nie liczba wykształconych ludzi, ale ilością wyprodukowanej stali, wydobytego węgla i wykopanych kartofli. Ale te czasy podobno minęły.
Dlatego zastanawiam się, czy u nas rozwój musi nadal oznaczać wylewanie ton betonu i uszczelnianie całej powierzchni miasta, tak aby choćby kropla wody nie przedarła się do gleby. Czy entuzjaści ciągłego rozwoju nie mogą kiedyś dla odmiany postawić na jakiś rozwój wewnętrzny, duchowy czy intelektualny. Tak aby zamiast gęściej, wyżej, ciaśniej żyło nam się milej i przyjemniej...
Zbyszek Małecki

Napisz komentarz
Komentarze