Do sprawy zasypania Rowu Jabłonowskiego, przed kilkunastu laty, wracamy za sprawą listu, jaki otrzymaliśmy od jednego z czytelników.
Przypomnijmy. Rów Jabłonowski, w swoim pierwotnym przeznaczeniu, został zaprojektowany jako element systemu melioracyjnego dóbr jabłonowskich już w XIX wieku. Miał on odprowadzać nadmiar wód z pól do Wisły. Po powstaniu Legionowa, a zwłaszcza po powstaniu wielkich spółdzielczych osiedli mieszkaniowych, przez dziesięciolecia był głównym odbiornikiem wód opadowych i roztopowych z terenów miasta Legionowo. Pełnił więc strategiczną oraz kluczową rolę w systemie odwadniania miasta.
Likwidacja za przyzwoleniem urzędników?
Jak wspominają mieszkańcy Jabłonny, fragment Rowu Jabłonowskiego, na dalszym odcinku, został zasypany jeszcze w latach 90-tych, za rządów wójta Jerzego Łuby. Jednak z powodu niskiego poziomu wód gruntowych w dalszym ciągu spełniał on swoją funkcję i przejmował nadmiar deszczówki z Legionowa. Sytuacja zmieniła się w 2010 r., gdy w rejonie ul. Zacisze, z powodu braku odpływu, woda rozlała się tworząc prawdziwe jezioro. Ówczesne władze Jabłonny z wójt Olgą Muniak na czele nie zdecydowały się jednak na udrożnienie Rowu. Ale za ich przyzwoleniem, mieszkańcy 13 kwietnia 2011 r. zasypali rów przy mostku na ul. Listopadowej, odcinając w ten sposób odpływ wód opadowych i roztopowych z Legionowa.
Miliony wydane na pompowanie deszczówki
Legionowo, pozbawione możliwości naturalnego odpływu nadmiaru wód, zostało wtedy postawione pod ścianą. Z każdym opadem deszczu rosła groźba masowych podtopień, zalania ulic i domów w dużej części miasta. Dlatego zdecydowano się na budowę nowej przepompowni przy ul. Pałacowej oraz systemu przesyłowego z wykorzystaniem dawnych kolektorów kanalizacyjnych, dzięki czemu deszczówkę z Legionowa awaryjnie można było skierować wprost do Wisły. System ten działa dzięki energii elektrycznej, co generuje ogromne koszty – zarówno zużycia prądu, jak i eksploatacji pomp oraz konserwacji urządzeń. Do tego dochodzą opłaty na rzecz Wód Polskich za odprowadzanie wód deszczowych.
- Każda złotówka wydana na utrzymanie tego systemu to pieniądze, które mogłyby trafić na inne miejskie potrzeby, remonty dróg, zieleń czy edukację. To nie był zwykły rów, tylko fundament naszego bezpieczeństwa przeciwpowodziowego. Ktoś go zniszczył, a my od dekady musimy za płacić – pisze czytelnik.
Czy mogli zniszczyć urządzenie wodne?
Dziś po Rowie Jabłonowskim pozostały jedynie fragmenty. W jego miejscu pojawiła się nowa zabudowa, domy jednorodzinne, drogi itd., dlatego jego odtworzenie może być bardzo trudne. Co gorsza, gmina Jabłonna w swoich planach zagospodarowania przestrzennego dopuściła do zabudowy terenów, przez które przebiegał rów, skutecznie grzebiąc szansę na jego łatwe odtworzenie. Jak pisze nasz czytelnik, to nie jest zwykły konflikt o granicę administracyjną, ale walka o bezpieczeństwo mieszkańców i o publiczne pieniądze. Jego zdaniem, zniszczono ważne urządzenie, co nie powinno się odbyć bez uzyskania odpowiedniego pozwolenia wodnoprawnego. Natomiast, jak wynika z dostępnych informacji, nikt takiej zgody nie wydał, co może oznaczać, że doszło do samowoli, a nawet przestępstwa..
Odpowiedzialność i żądanie wyjaśnień
Stąd uzasadnione wydają się pytania, kto odpowiada za zasypanie rowu oraz tego konsekwencje, jak wielomilionowe koszty stworzenia rezerwowego systemu odprowadzania deszczówki z Legionowa oraz koszty jego eksploatacji. Sprawa wydaje się tym istotniejsza, że wraz z coraz częstszymi ulewami i gwałtownymi zjawiskami pogodowymi ryzyko podtopień w Legionowie rośnie. Z naszych informacji wynika, że działająca przepompownia ogranicza to zagrożenie, ale nie eliminuje go całkowicie. Miasto wciąż zależne jest od wydolności systemu awaryjnego, który wymaga stałego nadzoru i ogromnych nakładów finansowych.
Wojciech Dobrowolski

Napisz komentarz
Komentarze