Chciałabym zabrać głos w sprawie negatywnej opinii kuratorium, która skutkuje odmowną decyzją dotyczącą upublicznienia salezjańskiej Podstawówki. Zamierzałam opublikować moją polemikę na Legio24 ale portal blokuje moje komentarze, zatem tekstu też nie zamieści.
Roma znaczy Kuratorium locuta, causa finta. Kuratorium to zawodnik wagi ciężkiej, jeśli wydało opinię negatywną nikt nie wczytuje się w zasadność argumentów, no wystarczy , że kuratorium. Może ktoś czytający te słowa zastanawia się kim jest autorka, że ma czelność podważać słuszność decyzji kuratorium. To może się przedstawię. Skończyłam najlepszy wydział historii w Polsce ( Instytut Historyczny Uniwersytetu Warszawskiego), na dyplomie widnieje piątka. W ciągu piętnastu lat pracy w szkole wygrałam ogólnopolski konkurs dla nauczycieli, dwa konkursy powiatowe i zajęłam drugie miejsce w konkursie wojewódzkim, współpracowałam z Muzeum Pamięci Sybiru, według Rady Europy najlepszym muzeum w Europie w roku 2024, Muzeum Powstania Warszawskiego, w IPNie prowadziłam warsztaty metodyczne dla nauczycieli, moi uczniowie byli finalistami i laureatami konkursów wojewódzkich i mogłabym jeszcze wymieniać, ale może wystarczy. Myślę, ze całkiem przyzwoicie jak na 15 lat pracy nauczyciela.
Kiedy jako świeżo upieczona absolwentka historii przyszłam do szkoły, to podczas każdej rady pedagogicznej utwierdzałam się w przekonaniu, że nie nadaję się do zawodu. Zawsze była mowa o dokumentacji, biurokracji, regulaminie tego i owego, procedurach, które musimy opracować, bo tego wszystkiego wymaga kuratorium. Koleżanki opowiadały sobie szeptem jak do jakiejś szkoły przyszedł ktoś z kuratorium, zamknął się w pokoju i „sprawdzał wszystko” Co sprawdzał? Oczywiście papiery. Bałyśmy się kuratorium, ja też się bałam, nawet bardziej niż inni, bo kompletnie nie wiedziałam jak te wszystkie dokumenty mają się do rzeczywistości lekcji i klasy, zupełnie mi się to nie stykało i dlatego uciekłam ze szkoły. Pięć lat spędziłam w cudownej instytucji Muzeum Powstania Warszawskiego, otwartej na kreatywnych ludzi, z biurokracją ograniczoną do niezbędnego minimum. Urodziłam dzieci i wróciłam do szkoły, ale już z innym nastawieniem. Nie chciałam zrozumieć systemu, ale go obejść, korzystałam z gotowców proponowanych przez wydawnictwa, koncentrując się na pracy z uczniami, bo to mi wychodziło i dawało autentyczną radość i satysfakcję.
A potem zaczęłam się za system wstydzić. System, który przecedza komara a połyka wielbłąda. System, który wymaga szczegółowych zapisów w statucie, dotyczących wolontariatu i doradztwa zawodowego, a od lat nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, czy jeśli w dobie kryzysu psychicznego nauczyciel wypuszcza ucznia na lekcji do toalety i ten nie daj Boże sobie coś zrobi, to nauczyciel za to odpowiada, czy nie? System, który przymyka oko na agresję uczniów i nie daje jednoznacznej odpowiedzi, czy jeśli uczeń jest agresywny, a rodzice nie odbierają telefonu, albo odmawiają przyjazdu po dziecko, to można wezwać policję i pogotowie, czy nie? Wstydzę się za system, który zmienia reguły gry w jej trakcie. Zaczynam uczyć pierwszą klasę według jednej podstawy programowej, staram się jak najlepiej zrealizować zawarte tam treści, ale w czwartej klasie ten kluczowy w przygotowaniu do matury dokument wygląda już zupełnie inaczej. Problemy, o których piszę, nie dotyczą jakiejś konkretnej, legionowskiej szkoły dotyczą wszystkich szkół w Polsce. Ciekawa jestem czemu kuratorium analizując salezjański status, nie zapytało o prace domowe? Chyba wiem, w tej kwestii nikt nic nie wie. Miała być ewaluacja i rekomendacje w kwestii prac domowych, rekomendacje po kilku godzinach zniknęły z sieci, bo osoby pod nimi podpisane wydały oświadczenia, że z dokumentem nie mają nic wspólnego i nie zgadzają się z zawartymi tam zaleceniami.
Legionowska edukacja nie jest zawieszona gdzieś w kosmosie, jest częścią polskiej rzeczywistości i boryka się z tymi samymi problemami. Tu w Legionowie powinniśmy śledzić ogólnopolską dyskusję na temat oświaty, analizować diagnozy prezentowane przez specjalistów. Wszyscy zachwycamy się modelem fińskiej szkoły i chcemy przeszczepić tamte wzorce. Zatem kilka słów na ten temat. Wspomnienia dr Łukasza Srokowskiego, który chciał w Polsce założyć szkołę na wzór fiński „Kiedy zakładałem sieć szkół Navigo (…) miałem okazję spotkać się z ambasadorem tego kraju. Podczas jednego z takich spotkań , w którym uczestniczyło też kilka innych osób, zostałem zapytany przez prawnika z Polski, na jakich aktach prawnych będziemy bazować, organizując nasze szkoły. (…) Wtedy bardzo pomógł mi ambasador Finlandii, który wyjaśnił «nie chodzi o przepisy. W naszym systemie najważniejsze są wartości». Prawnik, który zadał to pytanie zdziwił się: «Wartości? Jak regulujecie to biurokratycznie?» «Ale po co biurokratycznie?» – odpowiedział ambasador. Ujawniła się kompletna niekompatybilność polskiego i fińskiego spojrzenia na edukację. Polak zastanawia się nad papirologią, a Fin mówi o wartościach”. W innym miejscu dr Srokowski o reformie oświaty: „Przede wszystkim zmienić rolę kuratoriów oświaty. W latach dziewięćdziesiątych był taki moment, że kuratoria pełniły funkcję bardziej doradczą niż kontrolną. Dzisiaj skupiają się wyłącznie na kontroli i mają potężną władzę. Wydają tak zwane zalecenia, lecz to nie są żadne rekomendacje, tylko rozkazy, za ich niewykonanie grożą sankcje.” A jeszcze w innym miejscu: „Fińscy nauczyciele niejednokrotnie wspominali, że gdy spotykają się z jakąś trudną sytuacją, to proszą, aby do ich szkoły przyjechali specjaliści odpowiadający za jakość oświaty. Lubię opowiadać o tym podczas wystąpień na konferencjach nauczycieli w Polsce, bo na sali zawsze słychać wtedy gromki śmiech. Naszym pedagogom trudno sobie wyobrazić, żeby z własnej woli zadzwonili do kuratorium i poprosili o wizytację. Dla fińskiego nauczyciela oczywiste jest, że w swojej pracy może liczyć na wsparcie.”
Niestety nasze kuratorium wydaje wyroki i nie daje czasu, aby statut poprawić, chociaż szkoła ma być upubliczniona dopiero od września 2026 roku, to dziewięć miesięcy, tyle co prawidłowo przebiegająca ciąża. Damy radę przygotować nie jeden, a pięć statutów. Jeśli kuratorium byłoby takie jak w Finlandii ( gdzie nawiasem mówiąc kuratoriów nie ma, tylko Rada do Spraw Ewaluacji Oświaty) to wsparłoby nas proponując pewne zapisy. Zresztą zawsze chciałam spotkać rodzica, który wybierając szkołę dla dziecka kierował się statutem, przeczytał go i mówi „Taki zajefajny statut, idealna szkoła dla mojego dziecka”. Tu nie chodzi tylko o szkołę salezjańską, tu chodzi o myślenie o edukacji. Jeśli komuś się wydaje, że przyjdzie jakiś genialny minister z tej czy innej partii i tam w Warszawie znajdzie rozwiązania, które się sprawdzą w Zachodniopomorskim i na Podkarpaciu, w szkole artystycznej i sportowej, na wsi i w mieście, to się grubo myli. Trzeba różnicować ofertę edukacyjną, upublicznienie szkoły salezjańskiej byłoby krokiem w tą stronę. Jesteśmy różni, dzieci są różne, potrzebujemy różnych rozwiązań.
Na koniec chciałabym podkreślić, że wypowiadam się wyłącznie w swoim imieniu, nikogo nie reprezentuję. Tekst ten zrodziła frustracja i to na trzech poziomach. Jestem sfrustrowana jako nauczycielka tkwiąca w coraz bardziej absurdalnym systemem, który przypomina cyrk Monty Pythona. Jestem sfrustrowana jako matka, który płaci podatki, ale jak chce mieć wpływ na edukację swojego dziecka to musi płacić podwójnie. Jestem sfrustrowana jako obywatelka, która doświadczyła ,że oddolny, obywatelski projekt z poparciem blisko dwóch tysięcy mieszkańców jest niczym wobec wszechwładzy urzędników z kuratorium. Nie chcę nikogo obrazić, ale głęboko boli mnie postawa części mieszkańców, komentujących sprawę w Internecie, głuchych na argumenty dotyczące wsparcia rodzin wielodzietnych, a te właśnie wybierają szkołę salezjańską, konieczności różnicowania oferty edukacyjnej, wsłuchiwania się w głos i propozycje mieszkańców. Dla tych osób liczy się tylko jedno ”Dowalili katolom, ale fajnie”. W jednym komentarzu przeczytałam. „a niech spier....ją. Czy o taki poziom debaty publicznej w Legionowie nam chodzi?
Wszystkie cytaty pochodzą z książki W.Harpula, Patoedukacja. Co nie działa w polskiej szkole i jak to zmienić, Wydawnictwo Literackie 2025.
Małgorzata Paderewska





Napisz komentarz
Komentarze