Rząd zapowiada kolejną rewolucję w przepisach drogowych. Projekt nowelizacji Prawa o ruchu drogowym zakłada, że już wkrótce kierowcy będą tracić prawo jazdy nie tylko za przekroczenie prędkości o ponad 50 km/h w terenie zabudowanym, ale także poza miastem – na drogach jednojezdniowych i dwukierunkowych.
Nowe przepisy mają na celu zwiększenie bezpieczeństwa, ale w praktyce mogą dotknąć nawet 80 procent kierowców w Polsce.
Sejmowa Komisja Infrastruktury dała zielone światło
Jak wynika z informacji z Ministerstwa Infrastruktury, projekt nowelizacji został już pozytywnie zaopiniowany przez Sejmową Komisję Infrastruktury. Resort przekonuje, że proponowane zmiany to reakcja na alarmujące statystyki dotyczące wypadków drogowych.
– "Na zwykłych drogach jednojezdniowych dochodzi do 80 procent wszystkich wypadków w Polsce, a aż 87 procent ofiar śmiertelnych ginie właśnie tam. Musimy to ukrócić" – podkreśla przedstawiciel ministerstwa odpowiedzialny za projekt.
Do tej pory utrata prawa jazdy groziła wyłącznie za zbyt szybką jazdę w obszarze zabudowanym. Teraz jednak, jeśli kierowca przekroczy dozwoloną prędkość o więcej niż 50 km/h na trasie krajowej lub wojewódzkiej, straci dokument na trzy miesiące.
Kierowcy biją na alarm
Wielu zmotoryzowanych nie kryje obaw. Ich zdaniem nowe przepisy są zbyt restrykcyjne i nie uwzględniają realiów polskich dróg.
– "Na wielu drogach krajowych limit to 90 km/h, a krótkie wyprzedzanie ciężarówki może oznaczać chwilowe przekroczenie o 20–30 km/h. Teraz za jeden błąd można stracić prawo jazdy na trzy miesiące" – mówi Marek Gajewski, instruktor nauki jazdy i były egzaminator WORD w Warszawie.
Kierowcy podkreślają też, że różnice między drogami są ogromne – inna jest jakość nawierzchni, widoczność czy natężenie ruchu. – "To nie jest to samo co jazda 140 km/h w mieście. Państwo karze wszystkich jednakowo, bez kontekstu" – dodaje Gajewski.
Statystyki nie pozostawiają złudzeń
Z danych Komendy Głównej Policji wynika, że w 2024 roku prawo jazdy za przekroczenie prędkości w terenie zabudowanym straciło 23 635 kierowców. Do końca września 2025 roku takich przypadków było już 18 990. Po wejściu w życie nowelizacji liczby te mogą wzrosnąć nawet dwukrotnie.
Eksperci zwracają uwagę, że nowe przepisy obejmą przede wszystkim kierowców podróżujących po kraju – handlowców, kierowców zawodowych i mieszkańców mniejszych miejscowości.
– "To właśnie ci ludzie spędzają najwięcej czasu za kółkiem. Dla nich utrata prawa jazdy to często utrata źródła dochodu" – mówi dr Krzysztof Woźniak, ekspert ds. bezpieczeństwa ruchu drogowego z Politechniki Krakowskiej.
Kary dla recydywistów i elektroniczny nadzór
Projekt nowelizacji przewiduje także ostrzejsze sankcje dla osób, które złamią zakaz prowadzenia pojazdów w czasie trwania kary. Kierowca przyłapany na jeździe mimo zatrzymanego prawa jazdy straci je na pięć lat, a ponowne jego uzyskanie będzie wymagało ponownego zdania egzaminu.
Dodatkowo rząd planuje wdrożyć systemy elektronicznego nadzoru oraz technologie rozpoznawania twarzy, które mają pomóc w egzekwowaniu zakazów i automatycznym identyfikowaniu kierowców.
Resort zapewnia, że chodzi o bezpieczeństwo, nie represję. – "Nowe narzędzia pozwolą skuteczniej kontrolować kierowców, którzy lekceważą prawo. Chcemy, by polskie drogi były bezpieczniejsze dla wszystkich użytkowników" – przekonuje ministerstwo.
Bezpieczeństwo kontra realia
Choć cel zmian wydaje się słuszny, część ekspertów ostrzega, że przepisy mogą przynieść skutki odwrotne od zamierzonych.
– "Zbyt surowe kary mogą prowadzić do prób unikania kontroli lub ucieczek przed policją, co zwiększa ryzyko tragicznych zdarzeń" – komentuje dr Woźniak.
Dodaje, że skuteczna poprawa bezpieczeństwa drogowego wymaga nie tylko kar, ale także edukacji, inwestycji w infrastrukturę i egzekwowania istniejących przepisów, zwłaszcza w kontekście wyprzedzania i zachowania odstępu.
Co dalej z projektem?
Nowelizacja ma trafić pod obrady Sejmu jeszcze w tym roku. Jeśli zostanie przyjęta, nowe przepisy mogą wejść w życie już na początku 2026 roku.
Dla wielu kierowców to oznacza jedno – większą ostrożność i mniejsze pole do błędów. Bo tym razem nawet chwilowe przekroczenie prędkości poza miastem może kosztować więcej niż mandat.
red.

Napisz komentarz
Komentarze