Albo jak wtedy, gdy Marianek w szkole uczył się o teorii Darwina i przyszedł do domu twierdząc, że Tata pochodzi od małpy. Ale z pewnością innej niż Mama. Po krótkich merytorycznych wyjaśnieniach na migi, które z pewnością trafiły by do eseja Witebskiego, gdyby tylko był świadkiem, Marianek zrewidował swoje stanowisko na bezpieczniejsze, twierdząc, że tylko on, jako posiadacz świadomości naukowej, pochodzi od małpy. Na to Solejuk zupełnie spokojnie powiedział do Marianka: „Ubieraj się, jedziemy”. A na pytanie „gdzie?” odpowiedział z naukową precyzją: „Jak to gdzie? Do Zoo. Poszukamy ci rodziny zastępczej”. Od tej pory Marianek zaczął pilnie chodzić nie tylko na fizykę i biologię, ale także na religię, bo wolał zanieczyścić światopogląd naukowy, byle tylko w rodzinie zostać.
Albo jeszcze kiedy indziej, gdy Solejuk stwierdził, że seksu kobiet i mężczyzn nie da się porównać, bo „Dla kobiety wszystko jest tak samo, tylko inaczej, a dla faceta wszystko jest tak samo, ino z kim innym”. Powiedzenie to było we wsi szczególnie popularne, ale już nie pamiętam dlaczego. Albo kiedy innym razem stwierdził, że „Nie musi mieć matury, skoro Pan Bóg nie miał nawet podstawówki”. I upierał się w dyskusji z naszym starym Proboszczem, co to potem Biskupem został, że „Kościół musi się zdecydować, albo świat został stworzony z niczego, albo zacznijcie też uczyć, kto wyszkolił Pana Boga”. Ksiądz Maciej jak mu to kiedyś ktoś opowiedział, to stwierdził, że to bardzo ciekawy problem filozoficzny jest, bo jeśli umysł Boga się nie zmienia, to świat generalnie nie jest do niczego potrzebny, a jeśli się zmienia, to wtedy trzeba to gruntownie przemyśleć, choć strach.
Czyli zadatki na katastrofę były od dawna, bo jeśli Solejuk nieuczony takie rzeczy potrafił wymyślić, to Solejuk popychany pędem wiedzy robił się prawdziwie niebezpieczny, a Solejuk uczący się angielskiego, to już w ogóle tykająca bomba. Bo ksiądz Maciej mówi, że każden jeden język ma głębokie struktury ukryte, bez zrozumienia czego komunikacja międzyjęzykowa mocno jest utrudniona. U Solejuka komunikacja międzyjęzykowa do tej pory była prosta: na trzeźwo mówił niewiele, a po pijaku nie warto było zwracać uwagi na to co mówi, bo i sam tego nie zapamięta, to po co by inni mieli pamiętać. Ale Solejuk międzyjęzykowy międzynarodowo jest potwornie niebezpieczny. Z Szekspira na przykład wziął groźną frazę „Tu bić, or nie tu bić”, z czego wynikało, że mordobicie z pewnością będzie, ale nie wiadomo gdzie. A wczoraj przyszedł na ławeczkę i mówi wierszem: „Życie to jest twardy korek”. Dalszego ciągu nie było, ani nijakich rymów, ale wszyscy śmy wiedzieli, że to poezja, bo poezja jest wtedy jak coś pięknie brzmi, choć ni cholery nie rozumiesz dlaczego i o co chodzi.
Potem się okazało, że to wina Marianka, któren nagrodę jakąsi międzynarodową dostał za wynalezienie sztucznej nieinteligencji i pytany o dzieciństwo w Wilkowyjach powiedział, że życie na wsi to niezły hardkorek. Co Solejuk senior przetłumaczył z dumą na „twardy korek” i teraz trzyma się tego jak grzesznik spowiedzi.
Jeszcze trochu się poduczy i przyjdzie oszaleć.
Pietrek

Napisz komentarz
Komentarze