Były prezydent, a obecny starosta w odpowiedzi na interpelację radnego, wyjaśnił dlaczego do oświadczenia majątkowego wpisał 30-krotnie niższą wartość należącej do niego działki, niż jej prawdziwa wartość. Jego wyjaśnienia wydają się jednak co najmniej śmieszne...
Wyjaśnienia Starosty można podsumować w następujący sposób: - Wpisał do oświadczenia taką wartość działki, jaka wynikała z jego wiedzy oraz dostępnych danych. Ponadto napisał, że jeżeli wzrost wartości nieruchomości nastąpił w następnym roku, w stosunku do tego, którego dotyczyło oświadczenie majątkowe, to już nie musi go korygować. Problem w tym, że w momencie składania oświadczenia, nasz starosta znał prawdziwą wartość działki, bo 2 miesiące wcześniej ja sprzedał za kwotę ponad 30 razy wyższą niż ta wpisana do oświadczenia.
Można by przyjąć tłumaczenia Smogorzewskiego z dobrą wiarą i uznać, że nie ma on pojęcia o materii, w której się wypowiada. Byłaby to wówczas okoliczność łagodzaca. W tym przypadku jednak, mamy do czynienia nie z nowicjuszem czy amatorem, ale ze starym wygą, wyjadaczem, nie tylko w sprawach samorządu, ale i obrotu nieruchomościami.
W samorządzie działa on od ponad 25 lat, oświadczenie majątkowe składał już kilkadziesiąt razy. Jako wieloletni samorządowiec, radny, starosta, prezydent miasta, prowadził również szkolenia dla nowo wybranych radnych. Wyjaśniał im tam m.in. co trzeba wpisywać do oświadczeń majątkowych. Jego coroczne dochody z wynajmu i sprzedaży nieruchomości znacząco przewyższają roczne pensję starosty czy prezydenta. Patrząc na zgromadzony przez niego majątek, w którego skład wchodzą przede wszystkim nieruchomości, śmiało można stwierdzić, że w dziedzinie cen nieruchomości posiada on wiedzę wręcz ekspercką. Bo, jak to mówią, na nieruchomościach nasz starosta „zjadł zęby”.
Przez lata dokonywał zakupów nieruchomości na licytacjach komorniczych, nabywał ekspektatywy, które umożliwiały mu zakup lokali po kosztach budowy. Z racji wykonywanych funkcji zajmował się opracowywaniem i zmianami planów miejscowych, które skutkowały m.in. wzrostem wartości posiadanych przez niego nieruchomości. Zresztą jak wyszło na jaw przy okazji jednego z tematów, nad którymi pracowała redakcja To i Owo, w jednym z legionowskich banków posiadał nawet otwarty rachunek inwestycyjny na zakup nieruchomości. Chociaż działalność polegająca na obrocie nieruchomościami jest zakazana w przypadku piastowanych przez niego funkcji.
Ale to jeszcze nie koniec. Rodzony brat starosty, a były radny, z którym razem sprzedał działkę, o której wartość toczy się ten spór, wcześniej pracował dla dewelopera, a dziś sam jest deweloperem. Czyżby on też nie wiedział jaką wartość ma należąca do niego działka albo posunął się do tego, że oszukał brata?
Biorąc to wszystko pod uwagę, trudno uwierzyć, że starosta nie wiedział jak powinien wypełnić oświadczenie majątkowe, że się pomylił, że coś przeoczył, że mu się wydawało itp. Jeszcze trudniej uwierzyć, że nie wiedział jaka jest rzeczywista wartość jego nieruchomości, że mógł się pomylić co do tej wartości ponad 30-krotnie.
Dlatego wydaje się, że swoimi tłumaczeniami, nasz starosta chce zadrwić, nie po raz pierwszy, z mieszkańców, radnych i wymiaru sprawiedliwości...
Paweł Szyling
Reklama
KRÓTKO i NA TEMAT…
Drwi z mieszkańców, radnych i wymiaru sprawiedliwości?
- 21.07.2025 11:07
Reklama

Napisz komentarz
Komentarze