Ostatnia wielka powódź na naszym terenie miała miejsce w 2010 r. A jak mówią tzw. „najstarsi górale” duże powodzie zawsze zdarzały się tu regularnie, co kilkanaście lat. Bywało też, że wody rozlanych rzek Wisły i Narwi czasami nawet się łączyły. Czyli najwyższy czas zacząć się tą sprawa interesować. Choć niektórzy uważają, że od lat 70-tych XX wieku, kiedy dokończono wały przeciwpowodziowe pomiędzy Jabłonną i Nowym Dworem Mazowieckim, problemu już nie ma, bo mimo występujących wezbrań rzeki, nie widzimy i nie odczuwamy na razie ich skutków, czyli jesteśmy bezpieczni
Jak jednak wspominają mieszkańcy położonych wzdłuż Wisły miejscowości, 14 lat temu, istniała realna groźba przerwania wałów chroniących od powodzi duże tereny w powiecie legionowskim. Z map zagrożenia powodziowego wynika, że w przypadku wielkiej powodzi, jaka statystycznie może się zdarzyć raz na 100 lat. zalane mogą zostać nie tylko Rajszew, Skierdy, Suchocin, Wólka Górska i Boża Wola, ale również Nowy Dwór Maz., Jabłonna, Chotomów i Legionowo. Podobno w 2010 r. nieszczęściu zapobiegł tylko przypadek, a mianowicie przerwany został wał w okolicach Sandomierza, co spowodowało rozlanie się Wisły na dużym obszarze, a co za tym idzie spłaszczenie fali powodziowej.
Można pomyśleć, że skoro wały były wtedy zagrożone, to przez następnych kilkanaście lat z pewnością je naprawiono i wzmocniono. Nic bardziej mylnego. Ekspertyzy stanu wału wykonane w 1993 r. oraz w 2011 r. wskazywały, że wał jest w złym stanie technicznych i może zagrażać bezpieczeństwu mieszkańców. A pomimo to, do tej pory nie został on ani wzmocniony ani zmodernizowany. Ba, cały czas jest on osłabiany i niszczony przez dziki, bobry, wrastające drzewa oraz brak konserwacji.
Przebudowa wału przeciwpowodziowego chroniącego od Wisły, co prawda planowana jest od 10 lat, ale nie wyszła ona na razie poza fazę projektów, opracowywania dokumentacji i uzyskiwania zgód. A więc, do wzmocnienia wałów i zapewnienia bezpieczeństwa mieszkańcom droga jeszcze daleka. Co zatem robią w tej sprawie nasi przedstawiciele, władze gmin i inni samorządowcy?
Jak stwierdził jeden z mieszkańców, wszystkie ich inwestycje, przy których otwarciu i przecinaniu wstęg, ogrzewają swój wizerunek - nie mają sensu. Bo w przypadku przerwaniu wału, którego nie potrafią od lat zmodernizować, wszystko to znajdzie się pod wodą i w ciągu kilkunastu minut zostanie zniszczone. Ale nie tylko oni są krótkowzroczni. Zarzut krótkowzroczności można także postawić twórcom planów zagospodarowania przestrzennego, które dopuszczały stawianie domów na terenach zalewowych. Nie wspomnę już o deweloperach, bo oni mogli zdawać sobie sprawę, że budują domy na przykład w Chotomowie, na terenach, gdzie jeszcze kilkadziesiąt lat temu łowiono ryby.
Wojciech Dobrowolski
Reklama
Reklama

Napisz komentarz
Komentarze