Naukowcy toczą spory, jak najlepiej zapobiec występowaniu rzek z koryt i gwałtownym powodziom. Jedni uważają, że trzeba regulować rzeki oraz budować więcej wałów przeciwpowodziowych oraz wielkich zbiorników retencyjnych, których zadaniem będzie przejmowanie nadmiaru wody. Natomiast drudzy twierdzą, że wystarczy odsunąć zabudowę od rzek, rozsunąć istniejące wały i w ten sposób dać rzekom więcej miejsca i przestrzeni, gdzie będą mogły swobodnie wylewać. Jednym słowem, nie toczyć ciągłej walki za naturą, ale raczej z nią współdziałać, bo pojedynek ten z góry skazany jest na przegraną.
Co więc powinniśmy robić? Wydaje się, że poza sporem jest wprowadzenie zakazu lokalizowania nowych osiedli na terenach zalewowych, a także zaprzestanie zabetonowywania całych miast i odprowadzania całości wód opadowych bezpośrednio do rzek i innych cieków, co prowadzi do ich gwałtownych przybrań. Kolejną sprawą jest zaprzestanie osuszania bagien, mokradeł i torfowisk, a także masowego wycinania lasów, które są w stanie pochłonąć i zmagazynować olbrzymie ilości wody.
Są jednak miejsca, gdzie ludzkie osiedla już istnieją w pobliżu wielkich rzek. Tak jest na przykład pomiędzy Jabłonną a Nowym Dworem Mazowieckim. Osiedla te, zostały zabezpieczone wałami przeciwpowodziowymi kilkadziesiąt lat temu. Jednak obecnie wały te są już w bardzo złym stanie technicznym i wymagają pilnej modernizacji. Plany ich rozbudowy oczywiście istnieją, ale wciąż pozostają w fazie przygotowawczo projektowej. Obecne powodzie na południu kraju powinny dać decydentom do myślenia. Może nadszedł czas, aby zabrać się do roboty
Aby znów nie było tak, że pamięć o istniejącym zagrożeniu spłynie wraz z ustępującą wodą.
ML

Napisz komentarz
Komentarze