To i Owo: Panie Edwinie dług w gminie Wieliszew sięga 30 mln zł, niektórzy mieszkańcy skarżą działania wójta Pawła Kownackiego do prokuratury, wójt przegrywa sprawy sądowe ze swoimi pracownikami, rada gminy przekazuje majątek gminny za darmo TBS–owi, a pan jakby w cieniu...
Edwin Zezoń: – No cóż, w 2014 roku mieszkańcy gminy Wieliszew zadecydowali w wyborach i dali możliwość realizacji rozwoju gminy panu Pawłowi Kownackiemu. Jak mawiał klasyk „dostał rower – niech pedałuje” – nie trzeba więc wsadzać kija w szprychy. Co nie znaczy, że nie trzeba patrzeć władzy na ręce. Jak sam pan wspomniał ludzie niezadowoleni to robią i to pomimo „narażania się tej władzy”.
Pan ucierpiał od tej władzy bardzo dużo.
– To już przeszłość. I nie chcę do niej wracać.
Wszystkie sprawy z gminą pan wygrał. Czy będzie pan zatem dochodził zadość uczynienia za straty moralne spowodowane „dyskryminacją polityczną” pana jako radnego opozycyjnego?
– To były wyjątkowo podłe metody, ale tak jak wspomniałem to już przeszłość. Gdybym nawet to zrobił, to za błędy wspomnianej władzy zapłaciliby mieszkańcy gminy. Dla mnie ważne jest to, że wielu z tych ludzi, którzy krzywdzili mnie najmocniej dzisiaj nie może spojrzeć mi prosto w oczy, jestem przekonany, że i spoglądanie w lustro sprawia im kłopot – to mi wystarcza. Ludzie i historia niech ich ocenią w przyszłości.
Wyjątkową rolę w szykanowaniu pana odegrał pan Marcin Fabisiak, który dwa razy „donosił na pana”. Ostatnio ws. naruszenia ciszy wyborczej.
– To prawda, ale w sądach jego donosy i ich motywy zostały bezlitośnie obnażone np. sąd w Legionowie w uzasadnieniu napisał, że „fakty (ustalone w sprawie) podważają prawdziwość wersji zdarzeń przedstawionych przez pana Marcina Fabisiaka”.
Innymi słowy, to znaczy, że pan Fabisiak fałszywie oskarżył pana i złożył fałszywe zeznania – a to jest karalne?
– Tak jest to karalne i ścigane z oskarżenia publicznego – na wniosek poszkodowanego. Ewentualna kara w takiej sprawie miałaby fatalne skutki, jeśli chodzi o przyszłą działalność pana Fabisiaka jako samorządowca.
Czy jako poszkodowany złoży pan taki wniosek?
– Może póki co nie mówmy już o tym i wróćmy do tematu zasadniczego.
Wróćmy zatem do wyborów. Otóż nowy rząd obiecywał dwukadencyjność. Jeśli tak się stanie, to pan Kownacki po dwóch kadencjach nie będzie mógł być już wójtem, a pan po trzech radnym?
– To prawda, ale to dobry pomysł. Nie chcę w tym kontekście mówić tylko o Wieliszewie, ale proszę popatrzeć na nasze polskie samorządy – wiele z nich to wielkie „rodziny masońskie” otoczone kokonem własnych układów i znajomości. Trzeba z tym stanowczo skończyć, to jest zjawisko bardzo szkodliwe społecznie. Nie może być tak, że stanowisko radnego, wójta, burmistrza czy prezydenta jest swego rodzaju dożywotnim zawodem. Kadencyjność zmusi więc „odwiecznych” radnych, wójtów czy prezydentów do bycia kimś w sensie zawodowym. Trzeba będzie zatem liczyć na siebie i swoje umiejętności zawodowe, a nie na siłę układu, w którym od lat się funkcjonuje.
Nie boi się pan, że w tej sytuacji do samorządów wejdą niedoświadczeni wójtowie czy radni?
– Przecież żaden z tych obecnych „starych doświadczonych” też nie urodził się wójtem czy radnym. W ostatnich wyborach samorządowych nowo wybranych wójtów i radnych było ponad 25 proc. (w skali kraju), a mimo to nie słychać, żeby któraś gmina upadła. Za to słychać o nepotyzmie, układach, kolesiostwie czy ustawianych przetargach. Dlatego, w społeczeństwie obywatelskim wyborcy muszą zadać sobie trud poznania tych których wybierają i powierzają swój byt oraz egzystencję. Ważne jest również to, aby zawsze w przypadku błędnego wyboru istniała możliwość wcześniejszego odwołania wójta czy prezydenta w drodze referendum – ta sama zasada powinna dotyczyć radnych. Poza tym uważam, że aby poprawić „jakość samorządu” kandydaci na wójtów burmistrzów, prezydentów czy radnych powinni przejść (przed kandydowaniem) kursy z wiedzy samorządowej, budżetowej i prawa. Proszę mi wierzyć to naprawdę konieczne, a wiem co mówię. Osobiście znam takich radnych, wójtów czy burmistrzów, którzy nie tylko nie rozumieją podstawowych terminów prawniczych czy finansowych – nie wiedzą też, co to jest mądre i gospodarne zarządzanie, ale patrzą na ludzi i ich problemy jedynie przez pryzmat przyszłych sukcesów wyborczych lub interesu grupy, w której funkcjonują. To naprawdę trzeba zmienić.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał Karol Stelmach

Napisz komentarz
Komentarze